- Targi Gluten Free Expo - czerwiec 19, 2018
- Gryczanka z kapustą i grzybami czyli inna odsłona łazanek - grudzień 15, 2017
- Bezglutenowe tiramisu z malinami - listopad 27, 2017
Trzeba przyznać, że w Krakowie się dzieje – oj dzieje :) 18-tego maja dane nam było uczestniczyć w kolejnej ogólnodostępnej imprezie kulinarnej organizowanej na terenie Krakowa. Tym razem to Food Stock, który swój piknik rozmieścił na terenie “FABRYKI“. Nie da się ukryć że organizatorzy łatwo nie mieli bo i w tym dniu (jaki i kilku wcześniej) deszczu nie brakowało (dobrze że tylko rano), i akurat maraton się odbywał po cały Krakowie, i przez wspomniany maraton skutecznie został zablokowany (na jakiś czas) dojazd na miejsce kulinarnych doznań. Łatwo nie było ale chętni, którzy chcieli spróbować przygotowanych przez wystawców specjałów dotarli w sporej ilości co na pewno było sukcesem.
Chcąc porównać do drugiej podobnej imprezy czyli Najedzeni Fest, Food Stock wielkościowo był tak pomiędzy dużymi NF a małymi NF – ani za mały ani za duży dzięki czemu można było i ogarnąć wszystkich wystawców i spróbować też kilku rzeczy nie mając później żalu że było jeszcze tego tyle i nie było już miejsca aby zjeść więcej. Również różnorodność wystawców – pomimo, że impreza była sygnowana tematem “grilla” – pozwoliła urozmaicić smakowo chyba każdego kto przyszedł :) Na plus na pewno też zasługuje fakt że impreza była i na zewnątrz i wewnątrz gdzie można było spokojnie zjeść bo organizatorzy przygotowali wystarczająco miejsca aby wiele osób mogło w piknikowy sposób spędzić tę niedzielę.
Podczas imprezy za wszystkie potrawy można było płacić kuponami – 1, 2 czy nawet 4. Każdy z kuponów to odpowiednik 5 zł., a kupony można było kupić wewnątrz budynku. To rozwiązanie miało swoje plusy i minusy. Na pewno wystawcy mieli ułatwione zadanie, a i łatwiej było wszystkim operować kuponami jednak ci, którzy o takiej formie rozliczeń nie doczytali, nie wiedzieli itp. i stanęli w kolejce, a na końcu dowiadywali się że pieniążki nie przejdą byli lekko zirytowani choć jak później zauważyliśmy ponownie stali w kolejkach do tych samych wystawców :) Niestety uważamy, za bardzo duży minus fakt iż nadwyżkę kupionych kuponów nie można było zwrócić. Przecież np. nie wiem ile zjem (jak szybko się najem), nie wiem czy nie poczuję się gorzej, nagle będzie trzeba wracać – i co, do wyrzucenia kasa? Oczywiście widać było, że ludzie sobie jakoś radzili i próbowali kupony odsprzedawać ale chyba nie o to chodziło. Sami – jak się o tym fakcie dowiedzieliśmy – to nie kupiliśmy jednorazowo większej ilości tylko staliśmy dwa razy w kolejce żeby kupić tyle ile będziemy w stanie wykorzystać. Jeżeli ta niedogodność zniknie przy następnej imprezie to będzie ok ale na razie to wielka krecha.
Zwiedzanie zaczęliśmy od wnętrz Fabryki. I tu zetknęliśmy się z drugim – małym – minusem, a mianowicie wnętrze gdzie były stoiska wystawców. Nie, nie chodzi o to że powiedzmy były odrapane ściany. Chodziło o oświetlenie :( Wiadomym jest, że je się również oczami a przy okropnym oświetleniu led z niebieskim i zimnym zafarbem, część potraw wyglądała jak zepsuta – choć taka nie była :( Kilkoro wystawców miało swoje oświetlenie – i dobrze – ale Ci co go nie mieli to hym… sami wiecie co ;) Mroczny klimat moze się sprawdza i byłoby ok gdyby nie odcień światła :(
Aby nie było że tylko narzekamy, to chcemy zaznaczyć ze to były dla nas tylko te dwa “ALE” tej imprezy – wszystko inne było w jak najlepszym porządku :)
Wracając do wystawców to można było spotkać i nowych i starych (tych z innych imprez kulinarnych). Wędrówkę po sali można było rozpocząć od HAMSA Hummus Happiness i ich fantastycznymi aromatami.
Później stoisko Pstrąg Ojcowski. Nie było szans abyśmy się nie skusili zwłaszcza że widzieliśmy ich pierwszy raz i… było pysznie :) Bułeczka z wędzonym pstrągiem była pycha.
Następnie kolorowe stoisko Book me a cookie gdzie już nam znane panie z innych imprez, serwowały swoje słodkie smakołyki – było w czym wybierać :)
Kolejny wystawca i coś do pobudzenia w ten niedzielny leniwy dzień czyli Makiato i ich wyborna kawa – z tego co nam mówiono bo sami nie pijemy ;)
Za nimi kolejne stoisko i tym razem La Baguette także ze słodkościami, na które się skusiliśmy – ciacho z serkiem mascarpone i malinami – cud, mód, orzeszki ;) Mieliśmy ochotę jeszcze na tartę, ale trzeba było zostawić miejsce dla innych wystawców :)
Tarty, tarty, tarty – no i jeszcze lody – to stoisko BonJour CaVa. Widzieliśmy ich już na innych imprezach, ale jakoś nigdy nie udało się spróbować ich dzieł wiec tym razem nie mogliśmy odpuścić i kolejne słodkości w postaci tarty jogurtowej z galaretką zostały spałaszowane :)
Chłopaki z Radia ESKA umilają czas zwiedzającym i jedzącym swoją – jak nam się wydaje – swoją klubową nutą a my idziemy na drugą stronę sali do kolejnych wystawców zobaczyć co tam dobrego mają :)
Drugą stronę sali rozpoczyna stoisko Restauracji Spółdzielna Organic Bar. To u nich tak najbardziej koszmarnie świeciło ów ledowe światło choć przynajmniej to nei przeszkadzało obsługującym paniom w dobrym humorze i serwowaniu swoich specjałów – a zainteresowanie było spore bo kolejka ustawiała się cały czas :)
Opuszczamy spółdzielnie i witamy się z Madzią i jej małżonkiem Piotrkiem z Zielonego Talerza, którzy serwują swoje kolorowe wypieki :)
Wycieczkę po wnętrzach zamykało stoisko Otwarte Kartki – zamykało lub otwierało jeżeli przyjmiemy przeciwny kierunek ruchu :)
Opuszczamy mroczne ;) wnętrza i idziemy sprawdzić co przygotowali wystawcy mający swoje stoiska na zewnątrz gdzie panował naprawdę piknikowy klimat z masą znajomych twarzy :) Dodatkowo – jak było wewnątrz – i tu organizatorzy zapewnili doznania słuchowe wszystkim jedzącym, które idealnie realizował DJ serwujący reggae klimaty :)
Na początek KGB czyli Krakowski Grilowany Burger. Pachniało rewelacyjnie ale kolejka, która się do nich ustawiła spowodowała że tym razem nie poddaliśmy się degustacji ich burgerów niemniej jesteśmy pewni że przy kolejnej edycji – jeżeli będą – na pewno do nich zajrzymy :)
Po burgerach można było spróbować tradycyjnych włoskich chlebków od Po Prostu Rower.
Swoje szaleńcze kuchenne dania serwował kolejny z wystawców czyli Trzy Kroki w Szaleństwo :) Mam nadzieję że nikomu po nich nie odbiło choć w sumie w tym smutnym świecie może deko szaleństwa by nie zaszkodziło – hym… ? ;)
Idziemy dalej i potykamy się o grila, który rozłożyła restauracja Etnika i jej ekipa :) Było w czym wybierać ale jednak jakoś nie skorzystaliśmy i podążyliśmy dalej – na pewno będzie okazja następnym razem :)
Trochę się zakorkowaliśmy w tłumie ale to może dlatego, że za Etniką swoje potrawy serwował Korek Resto Bar :)
Nie da się ukryć, że chyba największa kolejka jaka w tym dni była podczas pikniku to ustawiła się do Moo Moo Steak & Burger Club. Podobnie jak w Krakowski Grilowany Burger i tu trzeba było swoje odstać ale naprawdę było warto – oj było :)
W między czasie, kiedy staliśmy do Moo Moo – a chwilę to trwało – to stwierdziliśmy że jeszcze mała porcyjka frytek się zmieści więc zaaplikowaliśmy sobie ich małe opakowanie z sosem czosnkowym z Frytka Bar – mniam :)
Ostatnim ze stoisk jakie odwiedziliśmy było stoisko Oriental Spoon i ich koreańska kuchnia :)
Nie da się ukryć, że BBQ Food Stock to rodzinna impreza gdzie można było spędzić czas przy pysznym jedzeniu, słuchając dobrej muzyki i ze wszystkimi najbliższymi – i tymi najmłodszymi i tymi na czterech łapkach, których było baaaardzo dużo :) Pomimo tych dwóch minusów, o których pisaliśmy, a które organizatorzy wezmą pod uwagę następnym razem, imprezę oceniamy bardzo wysoko i liczymy że kolejne edycje będą równie udane :)
Dziękujemy za piękne zdjęcia!
Słodko pozdrawiamy i do zobaczenia następnym razem :)
Cała przyjemność po naszej stronie :)
A Was zawsze miło widzieć :)
Panie z BMAC pozdrawiają bardzo ciepło! :):)